ExpressIlustrowany.pl - aktualności Łódź, wiadomości Łódź

Menu
„Osobowy Ilustrowany” - grupy „Po Omacku” kreatywne czytanie...

Piotr Jach

2018-05-16 21:15

2018-05-17 10:24

Dodaj komentarz

„Osobowy Ilustrowany” - grupy „Po Omacku” kreatywne czytanie „Expressu Ilustrowanego”. Program satyryczny żywcem wycięty z gazety

Piotr Jach

2018-05-16 21:15

Był już „Express Ilustrowany” tematem książek, osobistych wspominek, jako tytuł ukazujący się od 1923 r. występował nierzadko w rozmaitych historycznych opracowaniach i bywał też bohaterem prac naukowych. Tylko do kabaretów jakoś nie trafił. Do czasu. W połowie marca przed kameralną widownią łódzkiego klubu Poczekalnia odbyła się premiera przedstawienia pt. „Osobowy Ilustrowany”, satyryczno-kabaretowego programu grupy „Po Omacku”, w warstwie literackiej opartego głównie na... publikacjach „Expressu Ilustrowanego”. Brawom na zakończenie nie było końca. Grupa - ach, jakże zaskoczona! - musiała bisować!
1/13

(© Paweł Denkowicz)

  • Grupa
  • Grupa
  • Grupa
  • Grupa
  • Grupa
  • Grupa
  • Grupa
  • Grupa
Rozczaruje się każdy, kto spodziewa się, że „Osobowy Ilustrowany” to przegląd wpadek dziennikarskich, lapsusów językowych czy niezamierzenie komicznych sformułowań lub efektów działalności chochlików drukarskich. Przez dziesięciolecia wychodzenia „Expressiaka” było ich w gazecie pewnie niemało, lecz nie one stanowią materiał do artystycznej interpretacji. Co zatem? Nie zdradzimy, by nie psuć grupie programu, a widzom zabawy.
W programie wykorzystano różnorodne publikacje z całej historii „Expressu Ilustrowanego”. Najstarsze pochodzą z 1927 r., najnowsze są współczesne. Czy śmieszne? Archiwalne mogą nieco trącić myszką. Archaiczne sformułowania lub też specyficzny język, jakim posługiwali się dziennikarze sensacyjnej prasy z końca lat 20. XX w. może budzić obecnie pewną wesołość, choć już tematyka tych publikacji - niekoniecznie, lub też zgoła całkiem nie. Tym, co czyni je kabaretowymi perełkami, jest sposób interpretacji tekstów wzbogaconych grą aktorską, muzyką, rekwizytami i delikatnym „oczkiem” puszczonym do widowni. Rzadki przykład przekucia jednej wartości w inną, z całkiem innej rzeczywistości.

„Po Omacku” to: Agata Butwiłowska, Emilia Dryja, Katarzyna Stanisz i Karolina Zajdel. Zawodowo - aktorki łódzkiego Teatru Lalek Arlekin. Prywatnie - bliskie przyjaciółki, które - jak same mówią - odnalazły się w Łodzi jak w korcu maku. Łodziankami są zresztą z importu: Emilia, Karolina i Kasia znają się jeszcze ze studiów we Wrocławiu. Agatę - po szkole białostockiej - poznały dopiero w Arlekinie. Ich historia jako grupy, bo zaznaczają, że kabaretem raczej nie są, zaczęła się w 2014 r. Na profilu facebookowym napisały wtedy: „Cześć i czołem! Nazywamy się Po Omacku i istniejemy od czasu... do czasu. Składamy się z czterech głównych filarów (Agata, Emila, Karola, Kasia) i dwóch pobocznych (Piesia i Roślina). Eksperymentujemy ze słowem, dźwiękiem, obrazem - razem”. To wciąż aktualne, choć pies i roślina już nie występują.

- Wszystko wzięło się z zabawy. Agata kupiła tego dnia wiolonczelę, ja przyniosłam ukulele, a spotkałyśmy się u Karoli, gdzie był szczerbaty akordeon i dzwonki chromatyczne. Zrobiłyśmy trochę zdjęć na strychu, bo stwierdziłyśmy, że świetnie wyglądamy z tymi instrumentami. Zdrowo uśmiałyśmy się z tego, że mogłybyśmy być zespołem, choć nie posiadamy żadnych umiejętności w tym kierunku, bo przecież nie zajmujemy się muzyką - wspomina Kasia Stanisz. - Bardzo nam się podobała tajemniczość. Na zdjęciach wyglądało, że mamy band, a tak naprawdę żadnego zespołu jeszcze nie było. Przynajmniej na razie...

Po raz pierwszy wystąpiły na wystawie kolegi - w jego mieszkaniu przy ul. 1 Maja. To wtedy wpadły na pomysł kreatywno-artystycznego czytania prasy. Winnych obecnie wskazać trudno - jedna wersja mówi, że ideą pierwotną było czytanie gazet do pieśni dziadowskich, ale instrumentarium grupy - ukulele, dzwonki, akordeon i wiolonczela - nie bardzo do realizacji tych ambitnych zamierzeń przystawało.

- Poszłyśmy więc w stronę kabaretowo-spontaniczną - kończy - Agata Butwiłowska. - Te pieśni dziadowskie to miały być naprawdę na poważnie.

Pierwsza wersja „Osobowego Ilustrowanego” sporo różni się od wersji obecnej.

- Wcześniej program był bardziej stolikowy, statyczny, teraz to bardziej skecze niż czytanie z ilustracją muzyczną - mówi Kasia.

- I dodałyśmy starsze artykuły. Miałyśmy trochę czasu na szukanie - dodaje Karolina.

Teksty wyszukiwały osobiście - wertując archiwalne gazety i raczej nie kierując się kryterium ich „zabawności”.

- Bardziej niż sam temat materiału podoba nam się to, jakie tworzy on możliwości jego interpretacji - mówi Emilia. - To nie są teksty śmieszne same z siebie. Często wzbudzają raczej gorzki śmiech z refleksją niezmienności pewnych sytuacji, jak stan łódzkich ulic lub homoseksualizm. To jednak nie jest satyra piętnująca. Raczej skłaniająca do myślenia .

Życiowe perturbacje oraz liczne przedsięwzięcia artystyczne angażujące założycielki „Po Omacku” sprawiły, że projekt „Osobowy Ilustrowany” trochę przeleżał, jak się to ładnie mówi, w lodówce. Marcowa prezentacja to zapowiedź rejsu po szerszych wodach, na które grupa zamierza wypłynąć serią występów, jaką zapoczątkuje już 24 maja w klubie Pop'n'Art przy pl. Wolności.

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się