ExpressIlustrowany.pl - aktualności Łódź, wiadomości Łódź

Menu
Pjongczang 2018. Natchnieni przez złoty medal powalczą o...

Tomasz Biliński

2018-02-18 12:00

2018-02-19 16:48

Dodaj komentarz

Pjongczang 2018. Natchnieni przez złoty medal powalczą o złoto w drużynie

Tomasz Biliński

2018-02-18 12:00

Kamil Stoch, Andreas Wellinger i Robert Johansson jeszcze nie świętowali medali zdobytych w sobotnim konkursie. W poniedziałek (godz. 13 czasu polskiego, transmisja w Eurosporcie i TVP 1) mają być kluczowymi postaciami swoich reprezentacji w zawodach drużynowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. - Medal Kamila da nam kopa – przekonywał Dawid Kubacki.
Odkąd trenerem polskich skoczków został Stefan Horngacher (koniec marca 2016 r.), Biało-Czerwoni tylko raz nie stali na podium „drużynówki”. Stało się to w listopadowych zawodach Pucharu Świata w Kuusamo i do dziś można zastanawiać się, czyja to była wina. Wówczas za, według sędziów, nieprzepisowy kombinezon zdyskwalifikowany został Piotr Żyła. W tym samym sprzęcie skakał w drugiej serii i o dziwo wtedy nikt nie dostrzegł łamania regulaminu. W każdym razie Polacy skończyli na szóstym miejscu.

Nie licząc wpadki, pod wodzą Horngachera Polacy mają za sobą 10 konkursów drużynowych. Cztery z nich wygrali, w tym mistrzostwa świata i ostatnią przedolimpijską „drużynówkę” - w Zakopanem. Udowodnili, że na dużej skoczni Norwegów można pokonać. Czyli tam, gdzie radzą sobie doskonale. Robert Johansson, Daniel-Andre Tande, Johann Andre Forfang i Andreas Stjernen zajęli w sobotę - odpowiednio - trzecie, czwarte, piąte i ósme miejsce.

- Mam nadzieję, że powtórzymy te skoki – zaznaczył Tande. - Oczywiście jesteśmy faworytami, ale musimy wykonać naszą pracę tak, jak zrobiliśmy to w ostatnim konkursie. Wciąż jest w nas poczucie, że mamy jeszcze dużo do pokazania podczas zawodów. I mam nadzieję, że zrobimy to w poniedziałek.

Biorąc pod uwagę okres pracy Horngachera, Norwegowie byli na podium siedem razy, z czego pięć na najwyższym stopniu. W historii igrzysk mają trzy medale w drużynie, wszystkie brązowe. - Czy da się z nimi wygrać? - Oczywiście, że tak – wzruszył ramionami Stefan Hula. - Musimy oddać dobre skoki i czekać, co nam dadzą.

Dla 31-letniego skoczka ze Szczyrku będzie to trzeci występ w konkursie drużynowym na igrzyskach. Poprzednio był częścią zespołu w Turynie (2006 r.) i Vancouver (2010 r.). W Soczi (2014 r.) go zabrakło. Oprócz Kamila Stocha i Macieja Kota w Rosji skakali Piotr Żyła i Jan Ziobro. Ostatni jest na zakręcie kariery. Natomiast Żyła kiepsko radzi sobie na koreańskich obiektach i już od czwartku kibicuje kolegom. To zresztą on kiepsko spisał się w pierwszej serii „drużynówki” cztery lata temu, przez co Biało-Czerwoni zajęli czwarte miejsce.

Po sobotnim konkursie trochę rozczarowany swoimi skokami i 19. miejscem był Kot. - Czy poprawię się na konkurs drużynowy? Na pewno brakuje automatyzmu, ale jest za mało czasu, by go wprowadzić – zamknął temat. - Potrzebna będzie dobra analiza, wyobrażenie sobie lotu i punktu koncentracji. To wystarczy, bo pozostałe rzeczy wyglądają naprawę dobrze. Cały czas jesteśmy mocni. Patrząc na tablicę najlepszych, to brylują na niej Norwegowie i Niemcy, ale przed mistrzostwami w Lahti czy ostatnio w Zakopanem było podobnie, a wygraliśmy. Konkurs drużynowy ma inną specyfikę. W nim motywujemy się jeszcze bardziej i skaczemy dalej, a inni czasem nie wytrzymują presji. Prognozy pogody są dobre, więc będziemy walczyć.

Niemcy – drużynowi mistrzowie olimpijscy z Soczi (wcześniej wygrali w 1992 r. i 2002 r.). Między pierwszym w sobotę Stochem a 10. Dawidem Kubackim uplasowało się trzech reprezentantów naszych zachodnich sąsiadów - wicemistrz olimpijski (i mistrz z normalnej skoczni) Andreas Wellinger, Karl Geiger i Richard Freitach. Tuż przed Hulą, na 14. miejscu, skończył Markus Eisenbichler.

- W konkursie drużynowym jest coraz więcej faworytów – przyznał brązowy medalista na dużym obiekcie Robert Johansson. - Wszyscy wiemy, jak silna jest drużyna niemiecka, mają czterech naprawdę mocnych skoczków. Podobnie jest z Polską. Natomiast na początku tego roku z bardzo dobrej strony pokazali się Słoweńcy. Mogą walczyć o czołowe miejsca.

- Wyciąganie wniosków po indywidualnym konkursie nie ma sensu – podkreślił Kubacki, który w poniedziałek zadebiutuje w olimpijskiej „drużynówce”. - To zupełnie inne zawody. Podejdziemy do nich bardzo umotywowani. Kopa dał nam złoty medal Kamila. Pokazał nam, że praca, którą wykonujemy idzie w dobrym kierunku i każdemu z nas może pozwolić kiedyś dojść do wysokiego poziomu.

Irena Szewińska: Mamy jeszcze szanse medalowe, na rozliczenia przyjdzie czas po igrzyskach

Czytaj treści premium w Expressie Ilustrowanym Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się